Co się naprawdę liczy w czasie nauki? – JR

Co się naprawdę liczy w czasie nauki?

books-1012088_1280

W ciągu ostatnich lat obserwujemy pewną interesującą tendencję: poziom kolejnych egzaminów co kilka lat jest zmieniany na prostszy. Mimo to, jęk uczniów na trudność egzaminów często pozostaje bez zmian. Fakt, zmienia się też forma testów, jednak ewidentnie wycina się kolejne „trudne tematy”, aby uczniom było „łatwiej”.

Ciekawe, że sportowiec, jeśli nie daje sobie z czymś rady, to trenuje tak długo, aż mu się uda. A uczeń w szkole, jak coś jest dla niego trudne, to mu się obniża poprzeczkę, zamiast znaleźć metodę na to, by mu się udało.

Zastanów się teraz, jakie byłyby wyniki wielu sportowców, czy nawet lekarzy, architektów itp. gdyby ludzie ciągle obniżali sobie poprzeczkę tłumacząc, że coś jest za trudne?… Ciągle mieszkalibyśmy w lepiankach.

Zastanawiające jest także to, że to nie troska o Waszą edukację i rozwój jest tego przyczyną, ale (co tylko mogę spekulować, bo nie mam żadnych wiarygodnych  danych na ten temat):

  • edukacja w Polsce musi mieć odpowiednie statystyki: żeby pokazać, że „jest dobrze”.  Dlatego MEN dokłada wszelkich starań, aby zapewnić odpowiedni poziom edukacji. Statystycznie (czyli procentowo) musi być „ładnie”.
  • skoro chcemy mieć w Polsce dobre  wyniki, to trzeba coś zmienić, aby je poprawiać.  Można zmienić system uczenia na skuteczniejszy. Albo… ułatwić egzamin. W obu przypadkach, jak dobrze pójdzie,  cyferki będą odpowiednie.
  • łatwiej w całej Polsce zmienić formę egzaminu, niż przeszkolić dziesiątki czy setki tysięcy nauczycieli;
  • taniej, zdecydowanie taniej zmienić formę egzaminu niż szkolić nauczycieli.
  • dodatkowo równamy do poziomu europejskiego. Mam nadzieję, że takie hasło nie ma już dla Was złudzeń i rozumiecie, że często „wyrównywanie standardów” oznacza – równamy do najsłabszych, aby nie byli już najgorsi.

Zastanów się teraz nad tym – jeśli cenisz sobie to, co jest dobrego gatunku: np. smaczny chleb, to wyobraź sobie, że nagle wszystkie firmy zaczynają robić taki sam chleb jak jedna z najgorszych. I wszystkie dostępne bochenki są paskudne. Wydaje się to nienaturalne? No własnie.

Rzeczywistość działa tak, że jeśli ktoś robi zły chleb, to nie ma klientów lub ma ich za mało, i w końcu jego piekarnia znika. A na jej miejsce możliwe, że przyjdzie ktoś inny, lepszej jakości, lub nie. Czasami dzieje się w drugą stronę – piekarnia bardzo wysokiej jakości także zniknie, bo ludzi w okolicy np. nie stać na droższy chleb.

Równanie do najsłabszych, aby nie czuli się gorzej, szkodzi wszystkim. Jeśli chcesz pomóc komuś słabszemu, to pomóż mu urosnąć, wzmocnić się, rozwinąć, a nie schodź na jego poziom. W drugim wypadku nikt nie zyskuje, ale wszyscy tracą. Ty – swoje zdolności, a  słabsza osoba, szansę na rozwój.

Od Ciebie zależy, co zrobisz. Będziesz się tylko uczył na pamięć praw i definicji? Czy będziesz robił wszystko, aby zrozumieć te prawa i definicje?

Widzisz, w szkole nie chodzi o to, jakie masz oceny (tak wiem, przecież wszyscy mówią inaczej), ale o to, czy umiesz dać z siebie wszystko, zaangażować się, poznać smak zwycięstwa i porażki (kiedy na czymś mocno zależy, a się udaje lub nie).  Czy lecisz po łebkach, na odwal się, bo i „tak Ci się to nie przyda”, czy starasz się zawsze.

Widzisz, tu nie chodzi o to, że paca domowa z geografii się przyda. Tylko o to, że jakie masz nastawienie, takie masz życie. Lecenie po łebkach staje się nawykiem, także potem w przyszłej pracy. Lekarz „lecący po łebkach”… mam nadzieję, że do takiego nie trafi nikt z nas :) i  że nikt z Was takim nie będzie!

Nawet jeśli masz słabe wyniki w szkole, ale masz pasję, w której masz genialne wyniki – to także wspaniale! Nie zaniedbuj całkowicie jednak swoich „szkolnych” zadań. Może i nauka w szkole nie jest najfajniejszą rzeczą pod słońcem. Ale chociażby sam możesz uczynić ją fajniejszą poprzez metodę jaką się uczysz. A prawie w każdej dziedzinie życia są potem rzeczy, których się nie lubi i które się uwielbia. Siłą osób odnoszących sukcesy jest to: że NIE UNIKAJĄ RZECZY, KTÓRYCH NIE LUBIĄ. Po prostu robią je jak najszybciej się tylko da, żeby było po wszystkim.

Znam osoby, które w szkole mocno się angażowały w naukę – i mają sukcesy na polu zawodowym, naukowym, czy innym. Znam osoby, które unikały szkoły jak mogły (chociaż uczyły się kiedy było trzeba) – ale angażowały się poza szkołą – czasem  w prawdziwą naukę, pracę, sporty, prace artystyczne itp. I również mają sukcesy na polu naukowym, zawodowym, artystycznym sportowym lub innym.

Ale nie znam nikogo, kto leżał tylko z fajką w ręku, nic nie robił i teraz świetnie mu się wiedzie.  (a możliwe, że tacy gdzieś są, 😉  ).

Twoje wyniki w  szkole jeszcze niczego nie determinują. Ale Twoje zaangażowanie, Twoje dawanie z siebie wszystkiego, Twoje przyzwyczajenie do tego, że jak coś robisz, to już na maksa – to ma znaczenie. I tak możesz bawiąc się, żyć już teraz, będąc w liceum czy gimnazjum. Na studiach – tym bardziej. :)

ANGAŻUJ SIĘ w to co robisz! W naukę, pracę, relacje z innymi ludźmi.

Jeśli czujesz w środku, że dana rzecz/osoba nie jest dla Ciebie dobra, ZATRZYMAJ SIĘ. Już wiesz, czy powinieneś się w to angażować, czy nie.

P.S. nastawienie także można w dowolnej chwili zmienić.

P.S.2. Czasami warto odpuścić – kiedy mamy nadmiar pracy i jesteśmy przeciążeni. Ale wtedy zawsze okazuje się, że jednak są rzeczy, których nie musimy robić, mimo, iż wydawało się nam inaczej.